Skąd pomysł akurat na to miasto? Dlaczego nie inne stolice europejskie?
Początkiem były studia, nie konkretnie nauka i wiedza jaką tam zdobywałam ale jedno z ciekawych "narzędzi" edukacyjnych w tamtym czasie na Uniwersytecie Łódzkim. Mianowicie na 3 roku studiów gospodarki przestrzennej", gdzie uczęszczałam na UŁ mieliśmy w ramach ćwiczeń wyjazd do Lwowa. Oczywiście nie był to tylko wyjazd turystyczno-imprezowy /ale to była największa motywacja/ , ale przede wszystkim edukacyjny. Jak na studentów przystało - każdy sumiennie się przygotował z swoim referatem, wystąpieniem itd. A co się działo, poza … :) To kiedyś Wam opiszę.
Przechodząc do meritum, już wtedy urzekło mnie to miasto, jego układ, architektura i przede wszystkim ten KLIMAT. To była miłość od pierwszego wejrzenia, choć z przygodami na początku.. jak to bywa ze związakami.
To był początek… Później za sprawą przyjaciół z roku, pojechaliśmy jeszcze raz i cisza....
Lwów jednak nie dawał o sobie zapomnieć. Wspominany w wielu wątkach, ciekawych opowieściach, czy przewijających się zdjęciach, w końcu powrócił.
POST
I to był gwoźdź…. na szczęście nie do przysłowiowej trumny. Mój przyjaciel Łukasz rzucił hasło BUKOVEL i BOOM. Szybka organizacja, ekipa wyjazdowa, tak różnorodna charakterem i charyzmą w dodatku ja sama kobieta i 7 mężczyzn. Wariactwo. Ale tak było.
Połączeni ciekawością chcieliśmy odkrywać zakamarki Ukraińskich Karpat i tak zimowy król ukraińskich gór-Bukovel stanął przed nami otworem. Znów zaczynam się rozpisywać.. to też muszę Wam zostawić na kolejny wątek. Zachwyceni Bukovelem, w drodze powrotnej ruszyliśmy na podbój Lwowa. Oczywiście pierwsze odkrywanie zakamarków kulinarnych tego miasta. Pierwsze kieliszki Pijanej Wiśni i Białego Lwa /piwo lwowskie/, spotkania z kulturą i tradycją kulinarną. Wszystko to okraszone pozytwyną energią, którą wyczuwam TYLKO tam. Zakochałam się… aż po dziś dzień.